Selfie Project: żel do mycia twarzy, lekki krem matująco-nawilżający oraz bibułki matujące [recenzja]

Jakiś czas temu w moje ręce wpadły 3 produkty marki Selfie Project i stwierdziłam, że zrobię im zbiorczą recenzję. Jak się sprawdziły i czy w ogóloe się sprawdziły?




Choć już pewien czas temu minęły moje nastoletnie lata to moja cera wciąż jest po młodzieńczemu buntownicza. Dlatego korzystam z produktów przystosowanych do cery z niedoskonałościami, ale też nawilżających a ostatnio również ujędrniających (np. maseczki do twarzy) i tak dalej. 

Selfie Project to kosmetyki stworzone raczej dla młodszej cery, jednakże u mnie całkiem nieźle się sprawują, zwłaszcza dwa z nich.



















ŻEL DO MYCIA TWARZY 


Żel, jak widać, znajduje się w plastikowej butli z dozownikiem, który uwielbiam, ponieważ najłatwiej wydobywa się za jego pomocą produkt. Do tej pory (a używam już przynajmniej 4 miesiące) nie zaciął się ani razu. 
Na butelce mamy wszystkie ważne informacje: od nazwy, po to do czego służy żel aż po składniki.

Żel ma za zadanie oczyścić skórę z zanieczyszczeń oraz sebum, niwelować bakterie odpowiedzialne za trądzik, odblokować pory, a skórę pozostawić czystą i odświeżoną.
W składzie nie ma SLS i SLES. Żel od Selfie Project opiera się na kombinacji delikatnych dla skóry surfaktantów, które oczyszczają ale nie przesuszają.
Profesjonalne kosmetyki Selfie Project są bogate w naturalne, botaniczne składniki aktywne polecane w pielęgnacji młodej cery. Wyciąg z Białej Wierzby jest źródłem naturalnego kwasu salicylowego, który działa antybakteryjne, oczyszcza i wygładza skórę. Zwęża pory, działa przeciwzapalnie i pobudza krążenie w skórze, dzięki czemu jest ona lepiej dotleniona i ma zdrowszy koloryt. Wyciąg z Black Quinoa delikatnie oczyszcza, nawilża i odżywia. Łagodzi i koi zaczerwienienia, uspokaja skórę.
Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Ammonium Lauryl Sulfate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Glycerin, Salix Alba (White Willow) Bark Extract, Chenopodium Quinoa Seed Extract, Betaine, Capryloyl Glycine, Xylitylglucoside, Hexylene Glycol, Lactic Acid, Coco-Glucoside, Tetrasodium EDTA, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Parfum, Limonene.

Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 14 zł














Jak sprawdził się u mnie? To, co zauważyłam to spora wydajność produktu - wystarczy naprawdę niezbyt duża ilość (jedna pompka w zupełności wystarcza). Używam w sumie codziennie ponad 4 miesiące i nie zużyłam jeszcze połowy - najczęściej używam wieczorem ale bywały i dni, gdy używałam go również  rano. 
Żel ładnie domywa resztki makijażu i nie przesusza skóry. Toniku/hydrolatu i tak używam w kolejnym kroku, ale używałam też żeli, które ściągały skórę i nie było to przyjemne uczucie.
Dobrze się pieni, może nie tak jak te popularne ostatnio azjatyckie żele zmieniające się w mus/piankę, ale i tak widać, że żel się pieni. 
Skóra po użyciu jest oczyszczona. Co prawda nie zauważyłam by zbytnio poprawił kondycję mojej cery, ale też jej nie zaszkodził.
Jeden z ciekawszych żeli w tym przedziale cenowym jakie do tej pory używałam. 






LEKKI KREM MATUJĄCO-NAWILŻAJĄCY

Ile ja przetestowałam kremów do twarzy to głowa mała. Ideału wciąż nie znalazłam choć jeden, który bardzo lubię (z wysokim filtrem) i kilka które lubię.

Krem ma za zadanie zredukować nadmierne błyszczenie się twarzy, a jednocześnie ją nawilżać oraz działać przeciwko niedoskonałościom. 
Profesjonalne kosmetyki Selfie Project są bogate w naturalne, botaniczne składniki aktywne polecane w pielęgnacji młodej cery. Wyciąg z Blue Daisy działa na skórę nawilżająco i łagodząco, przeciwdziała podrażnieniom i zaczerwienieniom.INNOWACJA Węgiel BioAktywny – odkrycie w walce z niedoskonałościami! Oczyszcza i działa antybakteryjnie. Pochłania zanieczyszczenia, pozostawia pory czyste i zwężone.
Skład: Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isododecane, Glyceryl Stearate Citrate, Hydrogenated Didecene, C.I. 77891, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Isostearyl Isostearate, Hydrogenated Tetradecenyl / Methylpentadecene, Dimethicone, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Charcoal Powder, Globularia Alypum Extract, Capryloyl Glycine, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Xylitylyglucoside, Hexylene Glycol, Dimethicone Crosspolymer, Sodium Potassium Aluminum Silicate, Silica, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Mica, Tin Oxide, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional, Citronellol, Limonene, Linalool.

Pojemność: 50 ml
Cena: ok. 16 zł

Krem ma lekką konsystencję i dość szybko się wchłania. Zapach ma dość neutralny. Jeśli chodzi o jego kolor to od razu po wyciśnięciu z tubki jest taki delikatnie szaro-zielonkawy ale po wklepaniu/rozsmarowaniu na twarzy staje się "niewidzialny".
Ciężko wypowiedzieć mi się w kwestii działaniu kremu przeciwko niedoskonałościom, gdyż moje "niespodzianki" związane są bardziej z hormonami (cykle) niż typowym wiekiem młodzieńczym i nie zauważyłam żeby krem coś w tej kwestii zdziałał (obecnie testuję inne kremy, ten używałam mniej więcej od lutego do czerwca).  
Czy nawilża? Cóż, też tego nie zauważyłam. Myślę, że nawilżenie mojej skóry to głównie zasługa żelu aloesowego, serum odżywczego oraz żelu hialuronowego niż tego kremu właśnie. Być może ktoś o innej cerze zauważy większe nawilżenie. 

Krem natomiast po wchłonięciu się nadaje cerze zdrowego matu - nie jest to suchy pudrowy mat, ale taki delikatny, naturalny. Krem natomiast nie sprawił, że moja skóra dłużej jest matowa - niestety poległ w kwestii zapobiegania błyszczeniu się cery i zastanawiam się czy znajdę kiedyś kosmetyk, który pomoże mi okiełznać moją strefę T (albo czy minie mi to z wiekiem :p).


Krem nie jest zły, ale myślę, że sprawdzi się lepiej przy mniej wymagającej skórze niż moja (a niestety jest bardzo wymagająca i walczę z jej niedoskonałościami już jakieś 14 lat).





BIBUŁKI MATUJĄCE


Bibułki matujące to niekwestionowany przyjaciel kobiety! Od czasu, gdy je odkryłam - zawsze noszę w torebce opakowanie. Są wielką pomocą zwłaszcza dla kogoś z tak kapryśną cerą i "świecącą się" cerą jak moja.
Ich ceny są różne, jedne kosztują więcej - drugie mniej. Ale działanie mają zwykle takie samo - pozbyć się błyszczenia bez szkody na makijażu. 

Bibułki matujące #MattMeNow zapewniają natychmiastowy efekt matowej cery. Wchłaniają nadmiar sebum i niwelują nieestetyczne błyszczenie. Pozostawiają skórę odświeżoną i zmatowioną. Nie naruszają makijażu.
Ilość w opakowaniu: 100 sztuk
Cena: ok. 12 zł

Skład: Cellulose, C.I. 17200, C.I. 42090, C.I. 16255, C.I. 19140.


Genialny efekt końcowy i prostota w jednym. Bibułkę należy delikatnie przyłożyć do błyszczącego fragmentu skóry (nie pocierać) by pozbyć się błysku. Co świetne nie niszczymy dzięki nim makijażu.
Wchłaniają sebum, likwidują brzydkie błyszczenie cery i matowią. Nie trzeba o nich pisać wypracowań - wystarczy kilka słów o ich świetnym zastosowaniu. 



Nie wyobrażam już sobie wyjścia z makijażem na twarzy (ale i kiedy się go nie ma także są pomocne w pozbyciu się błyszczenia) bez zabrania w torebce bibułek matujących. Całe opakowanie wystarcza na 100 użyć (tutaj akurat mamy 100 sztuk) więc w zależności od tego ile zużywamy na raz - na tyle czasu nam wystarczą. 
Chusteczka też się sprawdza ale potrafi zniszczyć makijaż - bibułka tylko zbiera sebum. 

Bibułki matujące to mój niekwestionowany ulubieniec ever. :)

Więcej wiadomości o bibułkach matujących oraz innych kosmetykach Selfie Project można znaleźć TUTAJ.

Produkty Selfie Project nie są testowane na zwierzętach. Do kupienia w drogeriach Rossmann. 


instagram @iliz_beauty

Copyright © iliz