W Strefie Azji: wampirzy tint od eyenlip | Beauty Net Korea [recenzja, swatche]

Miałam zrobić post zbiorczy, ale stwierdziłam, że skoro jeden z tych kosmetyków to tint a nie pielęgnacja to jemu zrobię osobny wpis. A że jego nawa to "vampire tint" to idealnie pasuje na dzisiejszy i jutrzejszy dzień. ;)














Ostatnio polubiłam się z tego typu produktami do ust. Przestałam obrysowywać usta całkowicie i na ogół nakładam produkt na środek ust i rozcieram. Może i nie mam pełnych ust ale tak mi najwygodniej i w sumie tak najlepiej się czuję. 


Kosmetyk otrzymałam od Beauty Net Korea. W tym momencie jest na sporej przecenie, bo można go dorwać już za 1,71$. Jak mój się skończy a jeszcze będą dostępne (bo na koreańskim rynku wszystko się szybko zmienia) to sama go kupię, bo cóż...uwielbiam go. :D A za co?


Opakowanie przypomina mi te od tuszy od rzęs i gdyby nie napisy to w pierwszej chwili myślałam, że to właśnie maskara. Zwykły plastik, czerń, czerwień nakrętki i białe napisy. Prostota, nic wyszukanego. 
Trafił mi się odcień 01 Rose Pink, najjaśniejszy i najbardziej różowy z całej trójki. Dwa pozostałe w sumie też mają ciekawe kolory. Hmmm...




Tint nie wysusza ust za co dostaje ogromnego plus, bo niektóre potrafią. W dodatku jak już zaschnie (nie nakładam za dużo produktu) to trzyma się na ustach dość długo, zaczyna dopiero schodzić podczas jedzenia (ale równomiernie przy takim systemie nakładania jakim ja to robię), z piciem bywa różnie. Ale na ogól wytrzymuje mi nawet czasem 5 godzin lub więcej (a rekordem u mnie jest zwykle godzina czy dwie).


Zaskoczył mnie nieco zapach. Dla mnie pachnie trochę słodkim winem. :D To naprawdę świetny zapach, bardzo słodki. 

Nie skleja ust po zaschnięciu. Więc to jest kolejny duży plus.


Jeden z moich ulubionych produktów do ust ostatnimi czasy. 
























instagram @iliz_beauty

Copyright © iliz